2008-03-24

Babska Wymiana cz. II - Dotee dla Elenuke / Girly SWAP part II - Dotee for Elenuke

Laleczka, którą zrobiłam dla Elenuke. Zgodnie z wymogami technicznymi ma około 7 cm wzrostu i 4 cm szerokości. Cała reszta to freestyle ;) Wykonana z Nicky Eliana, wstążek, różyczek oraz zawieszki serduszka.
***
It's a doll I made for Elenuke. According to technical requirements she's about 7 cm tall and 4 cm wide. The rest is a complete freestyle ;) She was made of Elian Yarn Nicky, some ribbon, roses and a heart shaped bead.
Ostatnio polubiłam zabawy papierem i nożyczkami, więc Dotee powędrowała do Ele zapakowana w takie oto pudełeczko i wyposażona w karteczkę oraz tulipana origami wykonanego wg schematu zamieszczonego przez Martina.
***
I've been taken with playing with paper and scissors lately so my Dotee went to Ele in a handmade box along with a card and an origami tulip. You can find the tulip and some other origami diagrams at Martin's page

2008-03-21

Miłość od pierwszego wejrzenia - Babska wymiana / Love at first sight - Girly SWAP

Na forum Craftladies urządziłyśmy sobie "babską wymianę". Dlaczego babską? Bo po pierwsze z okazji dnia kobiet, a po drugie wymieniałyśmy się miniaturowymi babeczkami ;) I oto kobieta mojego życia ;P Moja Dotee od Mamoon znanej też jako Gagu :) Jest tak cudowna i ma tak sympatyczną gębusię, że jak tylko ją zobaczyłam to zmieniłam się w okropnie szczęśliwe ciepłe kluchy. A do tego Gagu wręcz cudownie przemyślała cały koncept. Laleczka jest utrzymana w tonacji beżowej, nawiązującej do sepii, którą jak słusznie zauważyła autorka lubię, ma czerwony akcent, bo ostatnio mam bzika na punkcie czerwieni i... Robi na drutach! :D Małe pracowite stworzonko, nie rozstaje się ze swymi drutami i dyndającym kłębuszkiem. Jak tylko wyskoczyła z koperty od razu się rozejrzała w poszukiwaniu koszyka z robótkami, jak tylko go ujrzała to złapała się za głowę przerażona ilością rozgrzebanych prac. A potem umościła się wygodnie w owym koszyczku i... zabrała się do pracy ;)
***
I took part in „Girly SWAP”. Why girly? Firstly it’s been organized to celebrate Women’s Day, secondly it’s subject were little women – Dotee Dolls. And here’s new love of my life - my Dotee from Mamonn aka Gagu. The doll is just wonderful and her face is so loveable... I fell in love with her at first sight. Gagu has planned it all in detail very carefully. The doll is in shades of beige, with refer to sepia, which I love and there’s also a touch of red, cause I’m crazy about that colour too and finally... She’s knitting! Little, hard-working creature never leaves her knitting needles and always has a ball of yarn with her ;) As sonn as she left the package she looked around in search of my knitting basket. Once she saw it she was frightened by the amount of WIP’s. Then she made herself comfortable and started knitting ;)
Gagu kochana, dziękuję Ci bardzo!

2008-03-09

Bajka o misiu / Beary tale

Dziś opowiem Wam historię tego oto misia.

* * *

Today I'll tell you a story of this bear.

Dawno temu, za górami, za lasami, w czarownym grodzie, słynącym w całym świecie z obwarzanków oraz smoka żywiącego się dziewicami, żyła sobie Aglaya. Nie ona jest naszą bohaterką, więc nie będziemy się rozwodzić na jej temat. Grunt to wiedzieć, ze na progu jej chatki nad wyraz często zjawiały się zabłąkane misie. Nie wiadomo skąd i jak, po prostu się zjawiały, jak to misie mają w zwyczaju. Po świecie krążyła bowiem wieść, iż Aglaya każdemu samotnemu misiowi znajduje ciepły i przytulny dom. Tak więc samotne misie trafiały do Aglayi prosząc o znalezienie osoby, która je pokocha, przygarnie i nada imię. Bowiem nadanie imienia to w życiu misia bardzo doniosłe wydarzenie, które to dopiero czyni go najprawdziwszym misiem.
Pewnego dnia na progu jej chatki zjawił się miś inny niż wszystkie.

Jak każdy miś, miał czarne oczka i nosek, odstające uszka i maleńki ogonek i jak każdy miś był nieco pękaty.

Odziany był w różowiutki sweterek z zielonym serduchem, a na głowie miał różowo-zieloną czapę z pomponem. Z pozoru wydawał się być zwykłym misiem, lecz nie był to zwykły miś. Był to miś-uparciuszek. Dawno temu uparł się, że chce zamieszkać u wróżki, marzył o tym od zawsze i chodził od domu do domu pytając: "Czy Pani jest może dobrą wróżką?". Biedny, głupiutki miś... W dzisiejszych czasach przecież tak trudno o wróżkę! Lecz tego dnia uśmiechnęło się do niego szczęście.

"Puk! Puk!” - rozległo się pukanie do Aglayowych drzwi. Gdy tylko się otwarły, miś jak zwykle szybciutko wyrzucił z siebie pytanie: "Czy Pani jest może dobrą wróżką?". Aglaya spojrzała zdziwiona i odpowiedziała: "Nie, ale znam pewną wróżkę. Mieszka hen za górami, za lasami, w Jeleniej Górze". Miś ucieszył się niesamowicie, lecz chwilę później się zasępił. "A czy ona mnie zechce?" Aglaya próbowała go przekonać, że na pewno zostanie przyjęty i pokochany i że na pewno dostanie imię, lecz miś nadal się bał, że wróżka go nie pokocha, jeśli zjawi się z pustymi rękami, żądając miłości oraz wiktu i opierunku. Znów się się uparł nasz uparciuszek, że na krzywy ryj pchał się nie będzie. Musi być podarunek i już. Tylko co miś może podarować wróżce? Aglaya i na to miała radę. Postanowiła nauczyć misia robić na drutach...

...od tej pory, miś spędzał długie wieczory i noce całe zgłębiając tajniki drutowania. Uczył się i uczył, i uczył... Bo jak to u misiów bywa, miał bardzo mały rozumek. Lecz jego upór okazał się pomocny. Dziergał uparcie i dziergał, aż w końcu udało mu się zrobić własnoręcznie wykonany prezent. Był z siebie bardzo dumny i bardzo się cieszył. Teraz był pewien, ze wróżka go przyjmie, bo każdy lubi przecież dostawać prezenty, a najbardziej cieszą te wykonane własnoręcznie. A on przecież własnymi łapkami usztrykował swej wróżce najprawdziwszy pokrowiec na komórkę!

Radość jednak nie trwała długo... Bo jak...?! Jak...?! Jak on biedny, mały miś ma się dostać za te wszystkie góry i lasy? No jak?! Znowu się zasępił i wzdychał tak ciężko, że Aglaya zaniepokojona spytała o powód tak ciężkiego wzdychania. Usłyszawszy o kolejnym misiowym zmartwieniu, uśmiechnęła się tylko i powiedziała: "To już pozostaw mnie". Po czym ułożyła misia oraz jego podarunek w magicznym pudełeczku. Co w nim magicznego, spytacie? A to, ze zaniosło misia prosto do Jeleniej Góry, na próg chatki zamieszkałej przez jedyną i niepowtarzalną, dobrą wróżkę.

I znowu rozległo się "Puk! Puk!", tyle, ze tym razem do właściwych drzwi... C.D.N.

Nasz mis był tak dzielny, że powstała o nim najprawdziwsza książeczka! Do książeczki dołączony był krótki liścik polecający od Aglai do dobrej wróżki Oli :) Jeśli chcecie poznać dalsze losy misia oraz jego nowych przyjaciół, zajrzyjcie na bloga naszej wróżki

* * *

Once upon a time, in the land far, far away, in the enchanting city, famed for pretzels and a dragon that ate virgins, there lived Aglaya. This is not a story about her, so we won’t learn much about that girl. It’s enough for us to know, that at the doorstep of her hut, there often appeared teddy bears. Nobody knew how did they get there or where did they come from, they just appeared, as all bears always do. There was a hearsay, that Aglaya was a person who could find a warm and cosy home for each lonely teddy. Therefore lonely bears came to Aglaya asking to find them a person, who would love them, adopt them and give them a name. Getting a name is a very important event in the life of a teddy bear. Because that is what makes him a real teddy bear.One day on Aglaya’s doorstep, there appeared a bear different than any other.

As all bears he had black eyes and black nose, big ears and tiny tail and as all bears he was a little bit squat.

He wore a pink jumper with a green heart and a pink hat with green pompon on his head. He seemed to be an ordinary bear, but he wasn’t an ordinary bear at all. He was a very stubborn one. Long time ago he had decided he would only live with a fairy and it had always been his dream. He had wandered from one house to another asking each hostess:”Are you a fairy, M’am?” Poor, silly bear... It’s so hard to find a real fairy these days! However the day he appeared at Aglaya's doorstep was his lucky day.

„Knock! Knock!” – rang out the knocking at Aglayas door. As soon as they opened the bear asked quickly his usual question: “Are you a fairy, M’am?”. Aglaya looked at him a bit surprised and said: “No, I’m afraid I’m not, but I do know one fairy. She lives in the land far, far away, beyond distant moutains and woods, in Jelenia Góra”. Her answer gladdened our bear tremedously, but after a little he was sad and worried again. “Will she want me?” – he asked. Aglaya did her best trying to convince him that the fairy would accept and take him, that he would be loved and given a name for sure, but the bear was still afraid fairy wouldn’t love him if he’d appear, asking for fare and custody having nothing to offer in return. He persisted in his will to present the fairy with something special, but what could a bear have to offer? Aglaya solved his problem. She offered to teach him how to knit...

...From that moment on, our bear have been spending long evenings and whole nights penetrating the secrets of this magical craft. It took him quite a lot to learn beacuse like all bears he had a tiny, little brain. However his stubborness turned out to be very helpfull here. Our stubborn bear knitted stubbornly until he managed to knit up a selfmade gift. He was really proud of himself and very, very happy too. He was then sure that fairy would take him, because the fact that anyone loves getting selfmade presents is undeniable. And our bear made a real mobile phone cosy for the fairy with his own small hands!

However his joy lasted shortly.. Because how...?! How...?! How on earth could such a poor, little bear travel all these distant mountains and woods? How?! He was worried again and sat in the corner of the room pining deeply. Such a deep pining worried Aglaya so she asked for it’s reason. When she learned about bear’s new hassle, she only smiled and said: “Leave it to me”. After that she laid him gently in a magic box. What was so magical about it, you’ll ask. Well it took our bear straight to Jelenia Góra, on the doorstep of a good fairy’s hut.

"Knock! Knock!” – it rang out again, but this time it was knocking on the right door... T.B.C

Our bear was so brave that a book about him has been written! There was also a short recommendation letter from Aglaya to the fairy attached to the book :) If you'd like to know what happened with our bear and meet his new friends, visit the fairy's blog.

2008-03-08

Dzień Kobiet / Women's Day

Z okazji Dnia Kobiet życzę Wam Kochane, wszystkiego co najlepsze, pięknego życia i jeszcze piękniejszych marzeń, wielu natchnień craftowo-robótkowych oraz tego by otaczało nas jak najwięcej mężczyzn o ułańskiej fantazji (zaznaczam, że mam na myśli normalnych mężczyzn, a nie psychopatów ;))

A tutaj bukiecik dla wszystkich:

Klikamy :)

Today is Women's Day :) and on that special day I'd like to wish you all the best, may this day be filled with joy. Happy Women's day.

Click :D

2008-03-07

Stitch markers

Jak wszystkim wiadomo prawdziwe Craftladies kierują się w życiu zasadą, że wszystko sie może przydać. Ja nie zaliczam się do ortodoksyjnych wyznawczyń tej zasady - wychodzę z założenia że WIELE RZECZY może się jeszcze kiedyś do czegoś przydać. O to do czego przydała mi się stara gumka do włosów i zepsuty łańcuszek na brzuch (tak kiedyś zdarzało mi się to nosić). Zrobiłam sobie markery. A przy okazji może mnie ktoś oświeci jak to się właściwie fachowo nazywa po polsku?
***
As everyone knows , real Craftladies never throw things away, because anything might be useful. I'm not orthodox - I often throw things out, but I still tend to keep some useful rubish. Look what I made of an old fancy elastic band and broken belly chain (yes, I used to wear that) - stitch markers! Maybe someone will enlighten me... how on earth is it called in polish?!
Patrzcie, pasują do mojej nowej poduszki na igły :D
Look, they match my new pincushion :D

2008-03-02

Strzelanka - rrrratatata :)

Zostałam zaproszona do zabawy przez: hrabinę

Aby wziąć udział w tej "strzelance" należy:
1. podać linka do bloga osoby która nas ustrzeliła,
2. zacytować na swoim blogu zasady zabawy,
3. wpisać 6 nieważnych, śmiesznych rzeczy na swój temat,
4. "strzelić" do następnych 6 osób
5. uprzedzić wybrane osoby zamieszczając komentarz na ich blogu


1) Zmora mojego życia to moje włosy. Nieważne jak długo je układam i jakimi środkami utrwalającymi je potraktuję, one zawsze ułożą się po swojemu. A nie daj Boże, żebym w czasie deszczu, albo co gorsza gęstej mgły, wyszła z domu z rozpuszczonymi włosami – tzw. „owcze runo” gwarantowane.

2) Rok temu zrobiłam prawo jazdy, co skłoniło mnie do różnorakich refleksji, z których wynikło między innymi stwierdzenie, że samodzielne pchanie samochodu to jakaś masakra i w moim wypadku absolutnie nie wchodzi w grę. Bo jakim cudem 50 kilo miałoby pchnąć samochód? Trochę mnie to stresowało. Do czasu. Pewnego dnia, w czasie ulewy stulecia mój samochód postanowił się zatrzymać na środku drogi. I oto się przekonałam, że potrafię zepchnąć samochód na pobocze całkiem sama, do tego w strugach deszczu, szczękając zębami i brnąc w wodzie po kolana. Tego samego wieczora, zanim udało mi się dojechać do domu, podobną operację przeprowadzałam jeszcze dwukrotnie. Pchanie samochodu to teraz dla mnie mięta z bubrem.

3) Moja mama bardzo, bardzo chciała mieć dziewczynkę. Marzyła jej się śliczna, pucułowata, twarzyczka okolona pięknymi gęstymi lokami, coś na kształt córeczki jej znajomych albo dziewczynki z kartki pocztowej, którą otoczyła czcią wręcz nieziemską. No cóż... los okrutnie z niej zakpił. Urodziłam się ja – mały, drobny łysolek z wielkimi gałami i uszami równie pokaźnych rozmiarów, taki mały dresiarz... Trochę potrwało nim z tego wyrosłam.

4) Mieszkam na lekkim zadupiu, co w połączeniu z brakiem prawa jazdy oraz intensywnym procesem edukacyjnym, owocowało przez lata tym, iż spędzałam mnóstwo czasu w środkach komunikacji publicznej. Tym sposobem spotyka się wiele ciekawych jednostek. Czasem jest strasznie, czasem śmiesznie. Pominę milczeniem oświadczyny, niemoralne propozycje, sprośne piosenki i śmierdzące niespodzianki. Wśród wszystkich napotkanych osób rządzi pewien pan starej daty, który uciął sobie ze mną kulturalną pogawędkę. Przy pytaniu o narzeczonego spojrzał na mnie uważnie i powiedział „No co? Poszedł sobie?” Kiwnęłam głową, na co pan „To mu trzeba było powiedzieć: co się martwisz, co się smucisz, ze wsi jesteś, na wieś wrócisz”

5) Jestem przerażająco dobrze wychowana, w sytuacjach ekstremalnych z reguły zapominam języka w gębie albo... właśnie, jestem uprzejma. Kiedyś z koleżanką wpadłyśmy na nieco specyficznego pana, który ewidentnie chciał do nas zagadać. „Co porabiacie dziewczyny, bo ja sobie właśnie kupiłem zapiekankę” powiedział tak radośnie, jakby oznajmiał, że wynalazł uniwersalny lek na wszystkie choroby świata. Na co nam odebrało mowę, koleżanka dyskretnie i powoli zaczęła się oddalać, a ja stojąc jak wryta automatycznie wyrzuciłam z siebie „smacznego”.

6) Ostatni punkt będzie o robieniu na drutach. W końcu któryś musi. Nauczona zostałam tejże sztuki jako dziecko. Reaktywowałam swe umiejętności po wielu latach i coś mi nie grało. Bo jakoś te oczka wychodziły dziwnie, odwrotnie, pochylały się na inną stronę niż powinny... hmmm, podejrzane. Cóż było robić, uznałam, że źle umiem i nauczyłam się od nowa. Jak się już naumiałam, to odkryłam, że są różne metody... M.in. kontynentalna, której się świeżo naumiałam i wschodnioeuropejska, którą posługiwałam się przez całe życie. Teraz posługuję się obiema – wschodnioeuropejską do większości dzianin, kontynentalną do ażurów.

Do zabawy zostały wytypowane: Bergamotka, Kasieńka, Miszelka, Olasmith, Spinka, Mamoon

Wiadomości na wspomnianych blogach już zostawiłam.