***
It was a lovely weekend. It was a really lovely weekend. I'm lazy by nature so haven't posted about it before, simply because I didn't feel like doing anything :P However my laziness doesn't change the fact that it was a lovely weekend indeed. And what happened that it was so lovely? Well I was in Warsaw. There was a craftladies meeting going on there. We spent two wonderful days, geetting to know each other, learning new things, crafting and simply chatting and laughing. I wont write much about it and wont get into details. So much was going on. I am incapable of describing the atmosphere of the meeting, but looking at the photos that were made, I am sure, you will see how special it was.
***
Craftladies that were present:
Bergamotka, Fairy, Gagu, Ggagatka, Kiga, Lula, Marfka, Rooda, Sasilla i rzecz jasna ja.
***
Carrot
Jeśli ktokolwiek zastanawia się dlaczego marchewa wygląda jak wygląda to proszę spojrzeć w jakim towarzystwie podróżowała z Krakowa do Warszawy :) Też bym się na jej miejscu zestresowała.
Sobotę spędziłyśmy u Sasilli, którą najechałyśmy w Otowcku około południa :)***
We spent the saturday in Otwock at Sasillas, where we arrived about noon.
Z oglądania serwetek i wycinania się wyłączyłam, bo pochłonięta byłam przyszywaniem oczek królikom :)***
While the girls were playing with napkins and paper, I sat down sewing eyes to the bunnies
Bergamotka, Gagu, Fairy i Kiga zrobiły śliczne kwiatki***
Bergamotka, Gagu, Fairy i Kiga made lovely flowers
Zjadłyśmy pyszny obiad przygotowany przez Sasilllę (dziękujemy!:))***
We ate a faboulus dinner prepared by Sasilla
I w razie gdyby ktoś jeszcze nie zauważył - robiłyśmy dużo zdjęć :D***
And in case you have not noticed - we made a lot of photos :D
Po dniu pełnym wrażeniem z bólem serca opuściłyśmy gościnne progi sasilli i udałyśmy się do warszawy. Tam część z nas udała się do domu, a ekipa w składzie Berg, Gagu, Ggagatka, Roodzia i ja udałyśmy się do Luli na wino i craft :) Impreza trwała do późnych godzin wieczornych :D
Po małym pijaństwie udałyśmy się na spoczynek, by następnego dnia stawić się znów u Luli na lekcji lutowania i oksydowania.
Po miło spędzonym kolejnym dniu zapakowałyśmy się do autobusu i odjechałyśmy w siną dal...***
After another lovely day we got on the bus and went to the railway station
Dumnie prezentowałyśmy torabki od Joasi***
Here we are outside the station presenting our bags from Joasia
W końcu nadszedł czas by się rozstać. Smuteczek :( Ale smuteczek osładzał nieco prezenty :) Wróciłam do domu z kolczykami od Roodzi, śliczną zawieszką od Ggagatki i z pawimi piórami od Luli.Na koniec podziękowania dla wszystkich Craftladies za miło spędzony czas i ogólnie za całokształt. Jesteście wszystki cudowne! Dzięki! :)

































